wiadomości

stat

"Na pewno do tego schudnę", czyli jakich błędów unikać podczas zakupów

Ile kobiet, tyle patentów na zakupy.
Ile kobiet, tyle patentów na zakupy. fot. 123rf.com/Viacheslav Iakobchuk

Zakupy to przyjemność. Przynajmniej w teorii. W praktyce wyglądają często tak: buszujemy godzinami po sklepach, przynosimy do domu naręcze ubrań i zachodzimy w głowę, po co je w zasadzie kupiłyśmy. Przypadek?



Zdarza ci się, że podczas wyprzedaży kupujesz ubrania, których nigdy później nie zakładasz?

tak

47%

nie

43%

nie kupuję na wyprzedażach

10%
Ile kobiet, tyle patentów na zakupy. Są panie, które spędzają na wędrówce po sklepach kilka godzin. Inne podchodzą do tematu zadaniowo i po męsku: kupują dokładnie to, po co przyszły i w niemal ekspresowym tempie opuszczają centrum handlowe. Jedne traktują zakupy jako formę terapii, inne poprawiają sobie nastrój nowym ciuszkiem.

Co je bardzo często łączy? Fakt, że nie są zadowolone ze swoich "łowów". A wystarczy podejść do ich tematu z głową. Emocje na bok, drogie panie, liczy się czas, pieniądz i satysfakcja. Brzmi jak tani slogan reklamowy? Bynajmniej.

Hasło "wyprzedaż" czasem powoduje, że zakupy są nieudane i mocno nieprzemyślane.
Hasło "wyprzedaż" czasem powoduje, że zakupy są nieudane i mocno nieprzemyślane. fot. 123rf.com/ninamalyna

Kupowanie bez mierzenia



Najczęstszy błąd podczas zakupów to kupowanie w ciemno i "na oko". Tłumy klientek, kolejka, nasza narastająca irytacja i permanentny brak czasu sprawiają, że często omijamy szerokim łukiem przymierzalnie. Znacie to? Błąd numer jeden. Jak bowiem można założyć, że będziemy zadowolone z zakupu, skoro nie przymierzyłyśmy tego, co kupujemy? Oczywiście, są kobiety, które twierdzą, że doskonale znają swój rozmiar, ale nie zapominajmy, że rozmiarówki wśród marek sieciowych, a nawet w obrębie jednej marki różnią się od siebie. Emka emce nierówna - wystarczy kilka centymetrów różnicy, żeby ubranie źle się układało na sylwetce. Biorąc na celownik konkretną rzecz, warto wziąć do przymierzalni dwa rozmiary: mniejszy i większy. Uwaga, fakt, że dopinamy zamek w spodniach (chociaż nie możemy oddychać), nie oznacza, że znalazłyśmy ideał. Za ciasne ubrania bezlitośnie zdemaskują wałeczki, do tego źle układająca się tkanina, pas wbijający się w brzuch, wychodzące na wierzch kieszenie oraz rozchodzące się guziki na biuście czy brzuchu. Nawet jeżeli wymarzona marynarka elegancko układa się na biuście, ale jej rękawy niemiłosiernie ściskają nam ramiona, sięgnijmy po większą.

Kolejna zasada w przymierzalni to sprawdzenie, jak ubranie zachowuje się na naszym ciele, gdy się poruszamy. Nie kupujemy przecież spodni, w których będziemy wyłącznie stać. Zamiast więc tkwić nieruchomo przed lustrem, lepiej sprawdzić, czy ubranie współpracuje z nami: wystarczy podnieść ręce, przykucnąć, nachylić się albo podnieść wysoko nogę, żeby przekonać się, czy wszystko gra. W ten sposób sprawdzimy również, czy dana rzecz powstała zgodnie z zasadami konstruowania ubioru, słowem - czy powstała z myślą o człowieku, czy raczej... manekinie.

Mierząc ubranie w sklepie, dobrze sobie wyobrazić, z czym możemy je zestawić.
Mierząc ubranie w sklepie, dobrze sobie wyobrazić, z czym możemy je zestawić. fot. 123rf.com/ariwasabi

Rozmiar, sprawa nadrzędna



Nie jest tajemnicą, że największą frajdę sprawia zakup ubrań, które natychmiast możemy nosić. Wyjątkiem są ubrania kupowane na konkretną okazję (sukienka na wesele) lub w trakcie wyprzedaży (wymarzone, upatrzone i wreszcie przecenione bikini przeznaczone na przyszłe lato). W kwestii pozostałych ubrań sprawa jest prosta: coś mi się bardzo podoba, kupuję to i chcę się w tym jak najszybciej pokazać. Najczęstsze kłamstewko, którym raczymy się podczas zakupów? "Schudnę do tego!" albo: "to się z czasem rozciągnie". Istnieje jeszcze: "muszę do tego przytyć", "krawcowa musi mi to skrócić/wydłużyć" albo "kilka poprawek i będzie leżało jak ulał". Nie oszukujmy się - rzadko kiedy taka sytuacja kończy się happy endem... Schudnąć jest nam przeważnie bardzo trudno, przytyć się jakoś nie da w pożądanych miejscach, a z krawcową ciężko nam się umówić przez kolejne miesiące. Efekt? Ubranie leży w szafie i czeka na nasze zmiłowanie. Czas jego zwrotu lub wymiany mija i zostajemy z kolejnym zbędnym łaszkiem.

Czy ja tego potrzebuję?



Podobno, jeżeli przez trzy miesiące nie sięgniemy po kupione ubranie, już nigdy go nie założymy. Inna teoria głosi, że nawet po pół roku możemy odkryć w garderobie rzecz, na którą znienacka spojrzymy przychylnie - czasami wystarczy do niej po prostu dokupić coś do kompletu, aby stała się znowu zauważona i lubiana. A może zamiast wybierać się na kolejne zakupy, warto najpierw zajrzeć do swojej szafy i zrobić szybki przegląd?

- Zauważam, że coraz więcej pań robi zakupy w sposób bardzo przemyślany - mówi Magdalena Właszynowicz, osobisty doradca wizerunkowy. - Wynika to z faktu, że z wiekiem stawiamy na jakość, a nie na ilość. Moja rada? Przed zbliżającymi się zakupami warto obiektywnie spojrzeć na swoją garderobę i stworzyć listę rzeczy, które powinnyśmy uzupełnić - radzi ekspertka.
Okazyjna cena wcale nie musi oznaczać, że musisz tę rzecz kupić tylko dlatego, że jest tańsza o 50 czy 70 procent.
Okazyjna cena wcale nie musi oznaczać, że musisz tę rzecz kupić tylko dlatego, że jest tańsza o 50 czy 70 procent. fot. 123rf.com/ariwasabi
Mierząc ubranie w sklepie, dobrze sobie wyobrazić, z czym możemy je zestawić. Najlepiej stworzyć w głowie ok. trzech zestawów, w których można daną rzecz wykorzystać. Ważne: dobieramy rzecz do tych istniejących już w szafie, a nie tych wymarzonych, które dopiero powinnyśmy kupić - to powoduje istne błędne koło. Wytrawne łowczynie zakupowe kompletują swoją garderobę z rozmysłem i ta taktyka zawsze się opłaca. One doskonale wiedzą, co mają w swojej szafie i z czym mogą zestawić nowo kupione ubranie. A jeżeli znajdą wymarzony fason spodni, potrafią kupić 2-3 egzemplarze tego samego modelu! W dodatku nie boją się zmian - nie kupują w kółko tego samego, np. wyłącznie czarnych dżinsów i kolejnych bluzek koszulowych, ale eksperymentują, mierząc marynarki, nowe fasony sukienek i, nierzadko, odkrywają w ten sposób nowe fasony stworzone dla nich.

- Ja w swojej szafie stawiam przede wszystkim na zestawy i właśnie tego uczę swoje klientki - mówi Magdalena Właszynowicz. - Garderobę powinno się kompletować "modułowo" - czyli w taki sposób, aby wiele produktów łączyć ze sobą w zależności od okazji. Taki system budowania szafy jest oszczędnością pieniędzy oraz rodzi mniej frustracji w trakcie ubierania przy zabieganych porankach - dodaje.
Kolejne oferty w sklepach często powodują, że tracimy rachubę, ile wydałyśmy i czy naprawdę potrzebujemy tego wszystkiego.
Kolejne oferty w sklepach często powodują, że tracimy rachubę, ile wydałyśmy i czy naprawdę potrzebujemy tego wszystkiego. fot. 123rf.com/Fabio Formaggio

Opinie (76) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.